Translate

Monday, 23 November 2009

*


Jestem lustrem cudzych dusz umierajacych..
Mam chlod w dloniach...
I oddech papierowy..
Jestem smuga przeszlosci...
I bolem niezaleczonym....


stosuje dotyk.
namietnie wulgarnie i lapczywie.
jesienne wieczory zamykam w garsci, zeby tak szybko nie uciekaly.
chowam sie w ksiazkach i zapomnianych filmach.
i grubym cieplym swetrze.
i jestem leniwa
deszczowa.
bardzo jesienna.

Saturday, 21 November 2009

Wszystko i nic.


Moje słońce ma zapach Twojego cienia.
Kończy mi się dzien na opuszku palca.



Uzależniam się od oddechu. Mimo wszystko
Wożę usta..do ust.
Rozbieram się w akt nadziei...
leżę rozrzucona po pokoju..
ze mnie zrobiło się późno.


To nic..
To wysoko rzeźbione noce..
czas zamknięty w butelce
w kolorze purpury.

*Mówi , że jestem jego jedyną miłością, i to jest właśnie to co powinien powiedzieć, to, co się mówi, gdy dopuszcza się swobodę mowy, gdy pozwala się ciału swobodnie szukać i znajdować, brać co chce, a wtedy wszystko jest dobre, bez strat, straty się wyrównują, wszystko zmienia się w potok, w siłę pożądania.
Pyta dlaczego przyszłam.
Mówię, że musiałam to zrobić, że było to jakby z obowiązku.
Zapalił papierosa. i szeptał zupełnie cicho, tuż przy moich ustach. Ja też mówiłam do niego zupełnie cicho...
Zaledwie poczułam, jak nadszedł sen.*

sen..sen..sen...jako dobro najwyższe. uczy człowieka umierać


*śnieg przysypał najlżejszy ślad
czekali
dokąd sznureczek dni
nie zawiązał się ładnie
w pętlę
na której można nie żyć*

H.P

Wednesday, 18 November 2009

*




półchciwość.
słońce zlizuje z ulicy resztki kałuż.
skąpane w wodzie liście
czas zamknięty w pomarszczonych dłoniach ludzi w parku

i czuję się tak, jakby ktoś miał zrobić mi krzywdę.
( a przecież..)
i nie wiem, które umieranie jest łatwiejsze.
Twoje.
Czy moje.

dotkasz mnie.
nawet o tym nie wiesz.


[w srodku ciala jest kot wygiety pragnieniem ,wolajacy o czlowiecze rece]

Creo en el lago de tus ojos...

Wednesday, 11 November 2009

*



uwięziłam myśl w nagim ciele
nabrzmiałą niespokojnym drżeniem

ciało
o zapachu przmeijalności
zaciska liście dłoni na białym prześcieradle nocy
o smaku zielonej herbaty

które oddaje się samotności


Estás perdiendo el tiempo
Pensando, pensando
Por lo que más tú quieras
¿Hasta cuándo? ¿Hasta cuándo?



nie mogę nauczyć się siebie.

Thursday, 5 November 2009

*


Nie potrafię być piękna.Chyba straciłam tą umiejętnośc gdy przyszedł smutek, który na zawsze wpisał się w moją twarz. Osiadł na niej jak kurz pokrywający stare książki.
Zamyślam się dłonią przy policzku.
Gdy Ty w innym mieście gładzisz mnie po włosach, ja uczę się być wyrażniej.
Nie potrafię myślą nakreślić Twojej twarzy.
Rysują mnie dni, zataczając kręgi na rozkołysanych biodrach nocy.

Wiatr uczy mnie wieczności.




Świat nawraca a ja znikam.

Tuesday, 3 November 2009

.( emotions)



- ... No..When i said i was falling love with You...
- In love? Whtat's that?
- This..
- No, I know what that is: it's sensuality..
- No, sensuality is a consewuence, it can't exist whitout love
- So what is love, then?..Your voice, your eyes...Your hands, You lips..our silences, our words..light that goes..light that returns..a single smile between us..in quest of knowledge, i watched night create day..while we seemed unchanged..O beloved of all, beloved od one alone..your mouth silently promised to be happy..away, away, away, says hate...closer, closer, closer, says love..A caress leads us from our infancy..Increasingly I see the human form..as a lovers' dialogue..the heart has but one mouth..everything by chance..all words without thought..sentiments adrift..Men roam the city..A glance, a word, Because i love you..Everything moves..we must advance to live..Aim straight ahead toward those you love..I went toward you, endlessly toward light..If you smile, it enfolds me all the better..Yhe rays of your arms pierce the mist...
-

*


-bedziesz na zawsze magnesem obrazow.
najmniej wyrazne,najprozniejsze przyniesiesz mi gestem

ktory w cieplej ciemnosci pokoju
byl zapaleniem papierosa przesytu
widokiem bok,przy boku naszych nagich cial
najmniejsze,najblahsze rzeczy
zlamany paznokiec ktory ci tak dokuczal,smutny
rytual,by sie umyc i powrocic,uzaleznienia.

dzielilismy jedynie bary i ulice
zanim szlismy sie kochac naprzeciw trzech luster.-

-czas jest przezroczystą perłą wypełnioną oddechem-

Monday, 2 November 2009

Cho Lon.






Powiedzialam mu ,że ponad wszystko chcę pisać, tylko to , nic innego. Jest zazdrosny. Zadnej odpowiedzi, szybkie spojrzenie zaraz odwrócone, nieznaczne, niezapomniane wzruszenie ramion.
Ja pierwsza będe gotowa odejść. Będe musiała jeszcze poczekać pare lat, zanim mnie straci.
Morze, nieuchwytne w swym kształcie, po prostu niezrównane.
Zgiełk miasta jest bardzo silny, we wspomnieniu przypomina dzwięk zbyt głośno puszczanego filmu, dzwięk który oglusza.
Dobrze pamiętam, nie rozmawiamy, pokój jest ciemnym, zanurzony w nieustannym zgiełku miasta, zakotwiczony w mieście, ktróre hałasem oddycha.
Na zewnątrz trwa schyłek dnia, poznaje go po głosach. To jest miasto rozkoszy, które nocą w pełni rzokwita. A noc zaczyna się teraz, wraz z zachodem słońca.
Zapach karmelu przenika do pokoju, woń palonych orzeszkow, egzotycznych sosów, pieczonych mięs, ziól, kadzidła, palonego drewna, kurzu.

To właśnie tu przetrwa dla mnie najdłużej już raz miniona teraźniejszość, właśnie tu, nigdzie indziej.
Jest to miejsce w którym trudno oddychać, graniczące ze śmiercią, miejsce przemocy, bólu, rozpaczy, zhańbienia, rozkoszy, swiętosci.
Takie to jest miejsce w Cho Lon, po drugiej stronie rzeki Mekong, gdy raz przekroczy się rzekę.
...