Zamilkła. Była zdruzgotana, porzuciła ją boskość. Przestrzeń którą wynajmuje jej ciało stało się ludzkie.
Pośród tej pełnej rozpaczy jest jednak niebo. Utworzone przez konieczność.
Ludzkie słowo wchłoneło ten świat, który ciągle jednak pachnie miłosćią Wystarczy zrozumieć, ukarać, wydać osąd.
Mam się rozgoscić. Pokój jest ciasny, pół na pół dzielony z Bogiem.
Tak to prawda, pomyślałem.
- Kim Ty właściwie bywasz? - syczała w sukience.
Nieświadoma pobudka pytań.
Odwracam głowę, jej oczy błyszczą, tam mieszka Bóg.
Myśl krótka, odpowiedź jak wystrzał.
- Tobą.
Wybiła dwudziesta. Widzę ją. I nie potrafię jej zapamiętać, wywołać, nadać kształt.
Wyglądam przez okno. Jej świat jeszcze śpi.