Translate

Friday, 30 July 2010

*



Wcześniej tylko powódź, zasypane drogi; znaki na niebie,
ślady na śniegu czarnym jak smoła. Pamiętasz popiół,
choć ogień był tylko w głowie – może dlatego podwórko
zmieniło się w mgłę; zarosły szyny. Zapadły się ściany.

To wszystko wraca jak pięść. Połyka nas wszystko,
czego się nie da wypełnić, posklejać z kawałków;
otwierać jak żyły, do kości.

Zapomnisz o tym, gdy wróci zima. Zostaną kręgi,
drgania; patyk wetknięty pod krę, puste jezioro
pokryte lodem jak folią.

- J.L

Sunday, 25 July 2010

*


To wszystko pozostaje.
Oni jeszcze nie wiedza, ze to nas zmienia.

Niespotykana wiernosc
Jak esej o dotykaniu
Na opuszku palca, tam gdzie uczucia klekaja...


Pisze gdy jest ciemno

Thursday, 15 July 2010

*



A. postanawia przeżyć.
Myśl tak giętka jak źdzbło trawy
Głód wyjaśnienia
... bo nic nie pamiętam z tamtych dni.
Cisza mówi więcej niż powinna.
To ten świat, dziki, zmienny, jedyny
A. oznacza ból.
Opisany na wąskich marginesach
Zapadły w złym czasie
.... ''i gdybym tylko mógł, pokochałbym Cię''
A....
ucieczka w nic nie warto, w nic nie jest możliwe, w nigdy.

Saturday, 10 July 2010

_____


To jest jak umieranie
Cialo zapada się
Łza na skroni
Łza na dłoni

Już sama nie wiem, co bardziej boli.

Nabieram wody, kiedy się ściemnia. Kiedy szarzeje,
śni mi się pustynia, ślady odciśnięte na piasku, pełne wymiocin
i krwi. Nie wiem, co to znaczy, ale wciąż boję się zasnąć.


jeszcze wszystko...

*




dziś już nie wiem
czy istniałeś

to pożegnanie
zamknięcie w ciekawszym świecie
łza w pokruszonym wnętrzu

a może trzeba będzie się zagubić
oczy się kiedyś wypalą
usta zamilkną

wiem , że jest wiele szaleństwa
uderza kulą w skroń
zadaje cios

wszystko to są bitwy, rany, cierpienia
gasnące uśmiechy
wieczny chłod

jestem jak wyczuwalne ciepło
dlatego trawmy

Saturday, 3 July 2010

*


Ten rodzaj zimna zostaje; dreszcze i kaszel, jakby ktoś wstrzyknął lód
w żyły i szron zarósł płuca. Tymczasem cisza wylęga się w domu i zaraża ulice,
puste pokoje, ciała bardziej obce.

W tym świetle wszystko wydaje się sine; odwracasz się i twoja twarz gnije,
rozpada się, jakby zeszła z niej skóra. Południe paruje i słowa się kręcą
jak płyta; można użyć tego, którym nazwano chorobę;

ugryźć się w język lub strzelić w usta. Bo nie ma siły, bo to powtarzać
od nowa: pękło słońce i okno płonęło, dzień się rozrastał jak guz.
Muzyka wisiała nad miastem przez cztery noce,

zostały iskry, odłamki; tło jest gotowe. Jutro farba wyblaknie,
szyby zadrgają jak febra; nad ranem przyłożę ci place do skroni,
kolejne błyski będą rozcinać powietrze.
- J.L

Thursday, 1 July 2010

*


Powiedział mi kiedyś, że wspominamy tylko to, co nigdy się nie wydarzyło. Wieczność musiała upłynąć, abym wreszcie pojęła te słowa.
Wszyscy skrywają w głebi duszy jakiś sekret.
Oto moja tajemnica...

- lubię jak mi zycie przebiega miedzy powiekami...-szepczę..
- łzą..?
- czasami...
- półsnem w oczekiwaniu?
- w pół gestu...
- Twoja młodość mnie wykołuje zaraz
- Dlaczego?...

Nie macie imion.
W orgii uczuć istnieją tylko zapachy.
Pamiętam gdy budziłam się obok w nocy i przykrywając was kocem szeptałam o miłości, której we mnie nie bylo.
Kładlam glowe na waszych piersiach i słuchałam nieregularnego skrzypienia.
Niczym źle działające mechanizmy, tak działały wasze serca.
A na początku wystarczylo położyć moją dłoń a wybuchłoby od kontaktu z nią za kilkoma zebrami, pod warstwą skóry...
Kilka miesięcy..tygodni...minut..temu.
Czego teraz brakuje? Miłosnego smaru?
Kupowaliście kwiaty...kwiaty ,kwiaty, kwiaty...
Pod pozornym niewinnym gestem ,tkwiło ziarenko fałszu.
Co noc, sprzedawalismy sobie te nasionka którymi obrastały nasze spotkania.
Moje kłamstwa byly słodkie jak cukierek który gładko obracałam w ustach.
Patrzac wam w oczy sprzedawałam jego słodkie oddechy,a wy nawet nie byliście swiadomi tego, że zapominałam o was zaraz po wyjsciu z waszego łóżka, motelu, miasta, życia.
Od moich się uśmiechaliście. Od waszych się krzywiłam.
Pod koniec przestałam to nawet ukrywać.
Pocałunki, westchnienia..jęk..pot... ślina..zapach przesiąknietego namiętnością ubrania. Wszystko pełne was w was samych.
Wszystko tam było prócz miłośći.
I mnie Jedyne co nas łączyło, to nasze cienie, gdy stawałam za wami nad morzem, w parku, na ulicy, tak aby się pokrywały.
Nawet słonce uczyło mnie kłamać.
Zapomniałam o was
Zaraz po wyjściu z waszego życia.