Wymykał mi sią z rąk, jak woda w rzece, jak piasek przez dłonie, nie dał sie przesiaknać, ani objąć.
Mówil tylko te słowa, które nie wiążą a ja szukałam w sobie odwagi, by wbić ostrz między ciała, by się przetoczyć i zasiać w innej ziemi.
Czas się nie zna na przemijaniu, nie leczy ran, nie umie wybaczać.
Więc bywam, otaczam sie sobą i pale nasze listy, które tlą się na czerwono, jak krew, jak lawa, co przetacza się przez ciało, wsiąka w śnieg.
Musisz to sobie tylko wyobrazić, i potem tym być, smiać sie tym, o tym płakać.
Bywasz o mnie czasem?