Translate

Thursday, 26 April 2012

____


With Your kiss my life begins...
You're spring to me..
All things to me...





Saturday, 21 April 2012

****


Noce są teraz dłuższe
nieskończenie

ostatni dotyk zmienił mnie w kamień
ostatni pocałunek
zasznurował usta

a ja pragnę zrzucić swoje ciało
i w nim nie spać

uciec jak z płonącego samochodu

nie chce już być
w cudzysłowie
chce się zacząć
i skonczyć

jak na opowieść przystało

Friday, 20 April 2012

*


Widze jeszcze twarz. Pamietam imie.
Widze jeszcze bielone sciany, plócienna store, która chroni od zaru, drugie drzwi zaokraglone, prowadzace do innego pokoju, i ogródek pod golym niebem otoczony niebieska balustrada.
Jest to okolica smutku i kleski.
Prosi, zebym powiedziala o czym mysle.
Odglosy miasta sa juz tak blisko, tuz obok i slychac jak ocieraja sie o zaluzje. Slychac jakby przenikaly przez pokój. Pisze cialo w tym zgielku dochodzacym az tu. Otwarta dlonia. Morze, ogrom, który sie przetacza, oddala, powraca.
Poprosilam ,zeby zrobil to jeszcze, i jeszcze..Moglo to byc smiertelne w skutkach.
Mozna bylo od tego skonac.
Bylismy pozbawieni wstydu. I tak to sie stalo, ze jestem tu z toba. Jest na mnie.
Jeszcze sie we mnie wbija. Trwamy tak zwarci ,jeczacy w dochodzacym z zewnatrz rozgwarze miasta. Slyszymy go jeszcze. Potem nie slyszymy nic.
Zapalil papierosa ,podal mi go. Nadchodzi teraz wieczór.
Dzis wiem iz ten smutek zawsze byl we mnie.
Moglabym niemalze nadac mu swoje imie, tak do mnie byl podobny.
Gdy umiera, dzien jest pochmurny.
Mysle, ze wiosenny, kwietniowy
Telefonuja do mnie.
Nie mówia nic, poza tym ,ze znaleziono go martwego na ziemi w jego pokoju.Smierc wyprzedzila zakonczenie tej historii. Stalo sie to jeszcze za zycia, umarl jakby za pózno.
Nasuwaja sie tu slowa; wszystko sie dopelnilo.
.
Przez caly rok zmierzch zapadal o tej samej godzinie. Byl bardzo krótki, prawie gwaltowny. Cienie rysowaly sie na ziemi i na wodzie. Nas drogach i na murach.
Wspanialy ten obraz jest nie do przyjecia.
Ta bezsensowna milosc, z jaka sie do niego obnosze, pozostanie dla mnie niezglebiona tajemnica. Nie wiem dlaczego kochalam go do tego stopnia, ze chcialam umrzec jego smiercia. Gdy to sie stalo, bylam juz od kilku lat z dala od niegi i rzadko o nim myslalam. Zdawalo mi sie, ze kochalam go na wieki i nic nowego nie moglo przytrafic sie tej milosci.
Zapomnialam o smierci.

Tej nocy ,gdy ciemne chmury ocieraly sie o dachy zrozumialam ile jeszcze czasu pozostalo na zamyslenie. Pióropusze kurzu, krople opadajace na ziemie jak czarne lzy.. Fragmenty ciszy zawieszone nad miastem... Ja lubie ta cisze , ciesze sie jej siostrzana miloscia, która potrafi obyc sie bez slów. A potem nie pozostaje mi nic innego, tylko opowiadac o rzece, która siega po sama burte, jak jej nurt przecina stojace wody, nie mieszajac sie z nimi. Zbiera wszystko, na co natrafi, slomianki, zdechle psy, przynety, wysepki zgarnietych przez wode hiacyntów, wszystko co zmierza do oceanu, nic nie ma czasu plynac, wszystko porywa gleboka zawrotna burza, wszystko zostaje sila rzeki wyniesione na jej powierzchnie... Toczy sie ona glucho bez halasu, jak krew w ciele... Nienawisc, moja rzeka...
*Ty mogles mi opowiadac albo nie opowiadac o twoich kochankach, ale ja musialam ci opowiedziec o wszystkim i wszystko. To jedyny sposób, zeby sie ich pozbyc, zanim sie zacznie kochac kogos innego. Jedyny sposób, zeby ich wyrzucic za drzwi i zebysmy sami zostali w pokoju* - Cortazar. Nie opowiem Ci. Moje serce ma drugie dno. Wyscielane wspomnieniami. Zgielk miasta jest bardzo silny, we wspomnieniu przypomina dzwiek zbyt glosno puszczanego filmu. Dziek, który oglusza. Dobrze pamietam. nie rozmawiamy, pokój jest ciemny, zanurzony w nieustannym zgielku miasta. Przygladamy sie sobie. Caluje moje cialo. Mówi , ze jestem jego jedyna miloscia, i to jest wlasnie to co powinien powiedziec, to, co sie mówi, gdy dopuszcza sie swobode mowy, gdy pozwala sie cialu swobodnie szukac i znajdowac, brac co chce, a wtedy wszystko jest dobre, bez strat, straty sie wyrównuja, wszystko zmienia sie w potok, w sile pozadania. Pyta dlaczego przyszlam. Mówie, ze musialam to zrobic, ze bylo to jakby z obowiazku. Zapalil papierosa. i szeptal zupelnie cicho, tuz przy moich ustach. Ja tez mówilam do niego zupelnie cicho... Zaledwie poczulam, jak nadszedl sen. Morze...

Sunday, 15 April 2012

Ataraksja.







Przeciez to jest zycie
Zajete oddychaniem
czas gietki istniejacy
i ja.
wrozba.
dotyk.
i mysl o Tobie
przyklejona do pachnacej sloncem skroni

Saturday, 14 April 2012

I see you.




I realized that if you leave, I will always be suspended in space.
Sometimes I am trying to call it.
Give it a name, shape .. the smell of value.
I think this is nameless ..Intangibles ..Stripped of realilty ..Only ours.
It's like treading on ice, you know what can happen , you know that you can die from this ..
But You are walking, in spite of everything

''When U looked at me yesterday
I realized something.
I realized that between you and beyond the reach world
is a strange, empty tunnel.
I do not know anyone else who knows this path.
Stuck travelers at the entrance to the tunnel
U know something I can not even call,
something more profound and unforgiving,
than I can ever comprehend.''


I see U.

Wednesday, 11 April 2012

Nieufnie.



Powiedzialam mu ,ze ponad wszystko chce pisac, tylko to , nic innego. 
Jest zazdrosny.
 Zadnej odpowiedzi, szybkie spojrzenie zaraz odwrócone, nieznaczne, niezapomniane wzruszenie ramion.
Ja pierwsza bede gotowa odejsc. 
Bede musiala jeszcze poczekac pare lat, zanim mnie straci.
Morze, nieuchwytne w swym ksztalcie, po prostu niezrównane.
Zgielk miasta jest bardzo silny, we wspomnieniu przypomina dzwiek zbyt glosno puszczanego filmu, dzwiek który oglusza.
Dobrze pamietam, nie rozmawiamy, pokój jest ciemnym, zanurzony w nieustannym zgielku miasta, zakotwiczony w miescie, ktróre halasem oddycha.
Na zewnatrz trwa schylek dnia, poznaje go po glosach.
 To jest miasto rozkoszy, które noca w pelni rzokwita. A noc zaczyna sie teraz, wraz z zachodem slonca.
Zapach karmelu przenika do pokoju, won palonych orzeszkow, egzotycznych sosów, pieczonych mies, ziól, kadzidla, palonego drewna, kurzu.


To wlasnie tu przetrwa dla mnie najdluzej juz raz miniona terazniejszosc, wlasnie tu, nigdzie indziej.
Jest to miejsce w którym trudno oddychac, graniczace ze smiercia, miejsce przemocy, bólu, rozpaczy, zhanbienia, rozkoszy, swietosci.
Takie to jest miejsce w Cho Lon, po drugiej stronie rzeki Mekong, gdy raz przekroczy sie rzeke....

Friday, 6 April 2012

fall.... (2)











Rekopis Hipolita








Nie moglam zniesc widoku ludzi wiecznie krecacych sie, zaaferowanych, zatroskanych, ponurych i zaniepokojonych, ktorzy snuli sie obok mnie po chodnikach.
Po co ten ich wieczny smutek, wieczny niepokoj i krzatanina; ich wieczna, ponura zlosc? Kto im winien, ze sa nieszczesliwi, ze nie umieja zyc, majac przed soba 60 lat zycia?


[...]


Ale czy mam ponownie opowiadac - teraz, kiedy i juz dla mnie minela pora bajek? I komu opowiadac?


[...]


Badzcie pewni, ze Kolumb byl szczesliwszy nie wtedy gdy odkryl Ameryke, ale wtedy, kiedy ja odkrywal; badzcie pewni, ze momentem najwyzszego szczescia byla dla niego moze jakas chwila, dokladnie na trzy dni przed odkryciem Nowego Swiata, kiedy buntujaca sie zaloga z rozpaczy o malo nie zawrocila okretu do Europy.
Nie o Nowy Swiat tutaj chodzi, pal go licho! Kolumb umarl nie ujrzawszy go prawie wcale i wlasciwie nie wiedzac co odkryl.
Chodzi o zycie, o samo zycie - o odkrywanie go, bezustanne i wieczne...