Translate

Friday, 25 June 2010

*



'Zabawne jak będąc dzieckiem, dzień może trwać wiecznie...
Teraz...
Wszystkie te lata wydają się mrugnięciem...
Wiesz, kiedy jesteś młody, masz chwile takiego szczęścia,że myślisz, że mieszkasz w jakimś magicznym miejscu...takim jak musiała być Atlantyda.
Potem dorastamy a nasze serca pękają na dwoje.'

Tuesday, 22 June 2010

*



Myślisz, że tak jest? Że świat w który jesteśmy ubrani, to tylko koc ludzkich przewinień, pamiątek, pragnień ,marzeń..? Pamiętasz, jak opowiadaliśmy sobie bajki, bajki o tych miejscach ,gdzie marzenia się dotykają i pozwalają nam śnic te same sny.
Czasami myślę, że za bardzo dążyłeś do tych miejsc..Że Twoje sny się już dzieją, że dzieje Ci się inne życie.
Ja się jeszcze śnię na jawie. Dotykam świata, czując pod palcam
i chropowatą fakturę czasu.
To chyba to brzemie przeszłości ogranicza mi ruchy, zamyka w skorupie czekania, na inny czas..Jak owada w bursztynie. Cała jestem czekaniem..
Zaklęta jestem.

te nasze sny
co zniekształcają życie...
ślepe okna
w które patrzymy bez przyszłości

tworzymy miejsce
gdzię w korytarzu cieni
łapiemy promień światła
w otwarte ręce....


Znajdz mnie..
jakbym była brzegiem tamtego morza
ukryta w ramionach westchnień...

Sunday, 20 June 2010

*




Praktyczne szczególy bytowania..Tego się własnie trzyma..
Z równowagą absolutną i zdecydowaną..
I trzy słabości pod skórą..może cztery...śmiech...Na sposób angielski,bez przecinka.
Ten śmiech, żart jest jak wojna, jak całe konieczne cierpienie ze niej wypływające, jak ruch oporu, jak kolaboracja, jak głód i chłód, ofiara czy hańba...

Uparawia lęk każdego wieczoru, gdy odkrywa swoją śmiertelność, zawsze po zachodzie słońca.

Upał trwa w bezruchu, gdy zapada w sen, niemal wrogi, odmowny. Ciało nie leży porządnie, jak ciała innych ludzi, nogi ma podkurczone, nie widać twarzy, poduszka sie obsunęła. Musiała czekać, a potem usnęła w oczekiwaniu, wściekła zniecierpliwiona..Musiała też płakać, a potem zapadła w odchłań..

tak wyglądałam?
tak to wygląda?

Saturday, 19 June 2010

*


Widze jeszcze twarz. Pamiętam imię.
Widzę jeszcze bielone ściany, płócienną storę, która chroni od żaru, drugie drzwi zaokrąglone, prowadzące do innego pokoju, i ogródek pod gołym niebem otoczony niebieską balustradą.
Jest to okolica smutku i klęski.
Prosi, żebym powiedziała o czym myśle.
Odgłosy miasta są już tak blisko, tuż obok i slychac jak ocierają się o żaluzje. Słychać jakby przenikały przez pokój. Piszę ciało w tym zgiełku dochodzącym aż tu. Otwartą dłonią. Morze, ogrom, który sie przetacza, oddala, powraca.
Poprosiłam ,żeby zrobił to jeszcze, i jeszcze..Mogło to być śmiertelne w skutkach.
Można było od tego skonać.
Byliśmy pozbawieni wstydu. I tak to się stało, że jestem tu z tobą. Jest na mnie.
Jeszcze się we mnie wbija. Trwamy tak zwarci ,jęczący w dochodzącym z zewnątrz rozgwarze miasta. Słyszymy go jeszcze. Potem nie słyszymy nic.
Zapalil papierosa ,podał mi go. Nadchodzi teraz wieczór.
Dziś wiem iż ten smutek zawsze był we mnie.
Mogłabym niemalże nadać mu swoje imie, tak do mnie był podobny.
Gdy umiera, dzień jest pochmurny.
Myślę, że wiosenny, kwietniowy
Telefonują do mnie.
Nie mówią nic, poza tym ,że znaleziono go martwego na ziemi w jego pokoju.Śmierc wyprzedzila zakończenie tej historii. Stało sie to jeszcze za życia, umarł jakby za późno.
Nasuwają się tu słowa; wszystko się dopełniło.
.
Przez cały rok zmierzch zapadał o tej samej godzinie. Był bardzo krótki, prawie gwałtowny. Cienie rysowały się na ziemi i na wodzie. Nas drogach i na murach.
Wspaniały ten obraz jest nie do przyjęcia.
Ta bezsensowna miłość, z jaką sie do niego obnoszę, pozostanie dla mnie niezgłębioną tajemnicą. Nie wiem dlaczego kochałam go do tego stopnia, że chciałam umrzec jego śmiercią. Gdy to sie stało, byłam już od kilku lat z dala od niegi i rzadko o nim myślałam. Zdawało mi się, że kochałam go na wieki i nic nowego nie mogło przytrafić się tej miłośći.
Zapomniałam o śmierci.

Friday, 18 June 2010

*


Myślisz, że tak jest?
Że świat w który jesteśmy ubrani, to tylko koc ludzkich przewinień, pamiątek, pragnień ,marzeń..? Pamiętasz, jak opowiadaliśmy sobie bajki, bajki o tych miejscach, gdzie marzenia się dotykają i pozwalają nam śnic te same sny.
Czasami myślę, że za bardzo dążyłeś do tych miejsc..
Że Twoje sny się już dzieją, że dzieje Ci się inne życie.
Ja się jeszcze śnię na jawie. Dotykam świata, czując pod palcam
i chropowatą fakturę czasu.
To chyba to brzemie przeszłości ogranicza mi ruchy, zamyka w skorupie czekania, na inny czas..Jak owada w bursztynie.
Cała jestem czekaniem..
Zaklęta jestem.

te nasze sny
co zniekształcają życie...
ślepe okna
w które patrzymy bez przyszłości

tworzymy miejsce
gdzię w korytarzu cieni
łapiemy promień światła
w otwarte ręce....


Znajdz mnie..
jakbym była brzegiem tamtego morza
ukryta w ramionach westchnień...

Thursday, 17 June 2010

*


W mieszkaniu Ady panował kurz.
Pamiętam to dokładnie w olśniewającym natężeniu.
Ada nie żyła od urodzenia. Tak zawsze mówiła. I mimo wszelkich wspomnień z dzieciństwa, które zatarły się w mojej pamięci , widzę zawsze Adę, która przechadza się ponad historią, tych rzeczy, które czasem są straszne, ulicami Łodzi w zakurzonym słońcem męskim kapeluszu z czarną wstążką.
Ada w moich myślach jest piękna.
Ma szare oczy. Nosi sukienki z wełny, które były jasne niczym lato w zimie.
Za duże płaszcze w których gubi się smukłe ciało i nadszarpnięte swetry.
Wszystko dziwnie nadgryzione przez czas, takie jak ona, drżące, podarte, szlochające i obce.
Nic na nią nie pasuje a jednocześnie gdy ją okrywa, samo w sobie uczestniczy w jej piękności.
Jest szpupła, wysoka, jakby naszkicowana ołówkiem. Szkic!
Lekko się garbi, przygnieciona ciężarem rzeczywistosci, który przysiadł na jej kruchych barkach.
Uśmiechała się nagle i nagle ten uśmiech zmywała z warg, tak jakby jej wesołość mogła skruszyć melancholię na stałe wpisaną jej w twarz.
Bo lubiła być smutna.
Zamyślona smukła szyją palila papierosa, patrząc na puste ulice z pożydowskiej kamienicy trzeciego piętra.
I samotna.
W mieszkaniu Ady panował kurz....
Pokrywał wszystko zapomnieniem, łącznie z ze starym zegarem z kukułką , który bezlitośnie wymierzał czas w zastygniętym pokoju.
Nawet światło, przypadkiem zaplątane w kryształowym kinkiecie miało swój zapach.
Tytoniu i czerwonego wina,
Bo Ada piła i paliła często, wyjęta z epizodu życia ukracała je sobie jak tylko mogła, bo w jej mniemaniu była martwa.
Potem było powstanie, które zaciera się w mojej pamieci i narasta drugą materią, czegoś, o czym dziecko nie chce pamiętać.
Dzikie łapanki i pojedyńczy strzał, głuchy dzwięk upadającej kobiety, która zasłoniła uciekającego chłopca.
Kogoś dla niej zupełnie obcego.
Pamiętam męzczyzne klęczącego na zimnej tafli chodnika, obok ciała pogrążonego we śnie. Niemal wrogim. Trzymając w reku stygnący pistolet, powtarzał ze łzami w oczach;
- Nie poznałem...Nie miała kapelusza...
Błąd popełniony przez los, obiegł wszechświat.
Ona była nieśmiertelna i nikt tego nie zauważył. Świat toczy się dalej pozbawiony tego smutnej twarzy o gasnącym uśmiechu.
Smierć była czysta, dosłowna i natychmiastowo osiągnieta.
W mieszkaniu Ady królową była cisza...

Wednesday, 16 June 2010

*


Tej nocy ,gdy ciemne chmury ocierały się o dachy zrozumiałam ile jeszcze czasu pozostało na zamyślenie. Pióropusze kurzu, krople opadające na ziemie jak czarne łzy.. Fragmenty ciszy zawieszone nad miastem... Ja lubię tą ciszę , cieszę sie jej siostrzaną miłością, która potrafi obyć się bez słów. A potem nie pozostaje mi nic innego, tylko opowiadać o rzece, która sięga po samą burtę, jak jej nurt przecina stojące wody, nie mieszając się z nimi. Zbiera wszystko, na co natrafi, słomianki, zdechłe psy, przynęty, wysepki zgarniętych przez wodę hiacyntów, wszystko co zmierza do oceanu, nic nie ma czasu płynąć, wszystko porywa głęboka zawrotna burza, wszystko zostaje siłą rzeki wyniesione na jej powierzchnię... Toczy się ona głucho bez halasu, jak krew w ciele... Nienawiść, moja rzeka...
*Ty mogłeś mi opowiadać albo nie opowiadać o twoich kochankach, ale ja musiałam ci opowiedzieć o wszystkim i wszystko. To jedyny sposób, żeby się ich pozbyć, zanim się zacznie kochać kogoś innego. Jedyny sposób, żeby ich wyrzucić za drzwi i żebyśmy sami zostali w pokoju* - Cortazar. Nie opowiem Ci. Moje serce ma drugie dno. Wysciełane wspomnieniami. Zgiełk miasta jest bardzo silny, we wspomnieniu przypomina dzwięk zbyt głośno puszczanego filmu. Dzięk, który ogłusza. Dobrze pamiętam. nie rozmawiamy, pokój jest ciemny, zanurzony w nieustannym zgiełku miasta. Przyglądamy się sobie. Całuje moje ciało. Mówi , że jestem jego jedyną miłością, i to jest właśnie to co powinien powiedzieć, to, co się mówi, gdy dopuszcza się swobodę mowy, gdy pozwala się ciału swobodnie szukać i znajdować, brać co chce, a wtedy wszystko jest dobre, bez strat, straty się wyrównują, wszystko zmienia się w potok, w siłę pożądania. Pyta dlaczego przyszłam. Mówię, że musiałam to zrobić, że było to jakby z obowiązku. Zapalił papierosa. i szeptał zupełnie cicho, tuż przy moich ustach. Ja też mówiłam do niego zupełnie cicho... Zaledwie poczułam, jak nadszedł sen. Morze...


Przeciez to jest zycie
Zajete oddychaniem
czas gietki istniejacy
i ja.
wrozba.
dotyk.
i mysl o Tobie
przyklejona do pachnacej sloncem skroni

Tuesday, 15 June 2010

*


Czesto mam przed oczami ten obraz, który ja jedna jeszcze widzę i o którym nigdy nie mówiłam. Jest zawsze obecny i podziwiam go w milczeniu. Ze wszystkich które mnie otaczają,ten podoba mi się najbardziej. Jestem nim oczarowana. Bardzo wcześnie w moim życiu było za pózno. W wieku 24 lat było za późno. Historia mojego życia nie istnieje. Czegoś takiego nie ma. Nie ma tam rdzenia. Nie ma drogi, nie ma zarysu. Istnieją rozległe obszary każące się domyślac, że był tam ktoś, ale to nieprawda, nikogo nie było. Historia malutkiej części mojej młodości już jest przeze mnie mniej więcej napisana. Tu zaś mam na myśli tę historię przeprawy przez rzekę, i sposób w jaki należy ją pojmować. W czasie tej podróży wizerunek mógłby się uwydatnić, gdyby w ogóle był na czas uchwycony. Mógłby zaisnieć, moloby być zrobione zdjęcie, jak każde inne, gdzie indziejw innych okolicznościach. Ale nie zostalo zrobione. Obiekt był zbyt nikły , aby je sprowokować. Komu przyszłoby to do głowy? Mógłoby być zrobione tylko wtedy, gdyby dało się z góry przewidzieć wagę tego zdarzenia w moim życiu, owej przeprawy przez rzekę. Wówczas znaczenie jej było nieznane. Znał je tylko Bóg. Dlatego ,a inaczej być nie mogło, wizerunek ten nie istnieje. Został pominięty. Został zapomniany. Nie wyróżnił się z tła, nie został w ogóle uchwycony. Swą wartośc zawdzięcza temu, że nie został zrobiony obraz przedstawiający doskonałość, której sam byłby twórcą.

Saturday, 12 June 2010

*


- Mylisz się tu. Tu aż się roi od wspomnień setek osób. Spotkać tu możesz całe ich życie, ich uczucia, ich nadzieje i brak nadziei, niezniszczone marzenia, rozczarowania i porażki, nieodwzajemnione miłości, które przysporzyły im cierpień. Wszystko, kiedyś przerwane, wciąż tu jest..


W tym domu, zaklętym domu, nic się nie działo bez przyczyny. Zmierzch zapadał o tej samej porze. Bardzo krótki, gwałtowny.
Było to kilka miesięcy przed naszym ostatecznym rozstaniem , w Sajgonie, późnym wieczorem, na wielkim tarasie domu przy ulicy Testard.
Spojrzałam na niego. Ledwie go poznałam. A potem nagle, w jakimś zaćmieniu, załamaniu, wcale już go mnie poznałam.
Jakaś obca osoba siedziała na jego miejscu, miała jego wygląd, ale nigdy w świecie nie było nim. Była w nim młodzieńczość rysów,spojrzenia, szczeście, które tłumił zwyklm u niego zawstydzniem. Był piękny.
Moje przerażenie nie dotyczyło tego co o nim mówie, jego rysów, jego uszczęśliwionej miny, jego urody, brało się ono z tego, że siedział tam właśnie gdzie siedział on w chwili dokoniania przemiany, że wiedziałam, iż na jego miejscu nie było nikogo innego tylko on sam, ale jego tożsamość znikła, a ja nie miałam żadnej możliwosci spowodowania aby wróciła, nakazac, by zaczęła powracać.
Nie można było oswoić się z tym obrazem. Krzyknęłam. Słaby krzyk, wołanie o pomoc, by roztrzaskać lód, którym skuta była ta straszna scena.
Odwrócił się...