Translate
Wednesday, 27 June 2012
Saturday, 23 June 2012
Sunday, 17 June 2012
Mleka.
Pomiędzy narodzinami a smiercią, powiedział poeta, jest tylko wieczność.
Słońce wpada wprost na twarz poprzez okna w scianie.
Żyć i kochać.
I patrzec...jak krąg gołębi rzuca się na chleb..
- Jazz jest nieskonczony - powiedział hiszpan wieczorem.
A wokół ani płatka śniegu...
'Słońce wschodzi powoli...Latarnie jeszcze płyną brzegiem ulicy...
Wracam do jej pracowni, jak nazywa piwnice, którą wynajmuje.
Jest wniebowzięta.
W ufajdanych farbą kalesonach i koszulce uwija się między sztalugami dopełniając pędzlem wyobrażni, to co już zapamiętała ze świata...
Jest ktoś jeszcze.
- Poznałam go na przejściu dla pieszych- wyjaśnia.
Mam się rozgościć. Zrobić sobie kawe albo nalać sobie wódki. Byle nie przeszkadzać.
Zaraz i tak wychodzi.
Mleka zwykle wypływała ze swej nory.
Szlajała się za żarciem, żywiła tym, co wygrzebała, wytropiła, upolowała.
Zasiadałem przed maszyne i stukałem dopóki nie wróciła i nie wyrwała ze stanu zatracenia.
I długo,długo nic...
Mleka znikała.\
Jej świat pogrążyła wieczna mgławica. Kołowrót myśli burzył jej spokój. Bała się o swoje istnienie.
To było najważniejsze.
Przetrwać.
Musiała uciekać, żeby nie zwariować.
Raniła przez to wszystkich. Dookoła.
Nikt nie był w stanie jej powstrzymać.'
Sunday, 10 June 2012
Tuesday, 5 June 2012
Subscribe to:
Posts (Atom)









+kopia.jpg)





























