Translate

Wednesday, 15 December 2010

**



'Wczoraj wieczorem piliśmy gin wykradziony z zapasów dla tych z wysoko urodzonymi dupskami – jak to mówi Mark. To była nasza uczta. Zaprzyjazniam się z Hasmikiem, tym gruzińskim uciekinierem, fotografem wojennym z czasów Bośni. Zadziwia mnie swoim spokojem. Opanowaniem i tolerancją. Kiedy zapytałam się o to, jak to się dzieje, że taki jest – odpowiedział
- Jak się widzi tyle okropieństwa na świecie, nóż w ciało, strach osierocenia i bezdomność, przymykasz oczy na inne obrzydlistwa, nawet spaczone charaktery.
Podziwiam tego okaleczonego człowieka, trzymam się go jak amuletu i czczę jak przyszywanego ojca.
- Musisz wiedzieć jedno mała, że to… mimo całego syfu który Cię dotyka.. to nie jest Twoje życie bezpośrednio, i póki Ciebie to nie dotyczy, to nie ma co pamiętać, współczuć, przywiązać się.
Opowiada mi o tym jak ludzie linczują go za to co robi. Jak nie potrafią zrozumieć , że zamiast pomóc konającemu człowiekowi, robi mu fotografie. Mówi o pewnej rozmowie z lekarzem, który oglądał jego zdjęcia w Londynie.
- Ten człowiek zapytał mnie, gdzie sa moje morale, współczucie, miłosierdzie? Że on jako lekarz ma obowiązek ratować życie, bez względu na okoliczności. Powiedziałem mu, że to są dwie różne sprawy. Powołanie i prawda. – wylicza na palcach- On chce ratować życie, ja pokazać prawdę. I Ty też Mała, musisz oddzielić od siebie te dwa światy. Jeśli tego nie zrobisz.. Załamiesz się i utoniesz w poczuciu winy. Prawda, to jest to, co nas tutaj sprowadza.
Boję się konfrontacji z przyszłym światem, mówię mu to. Spogląda mi głeboko w oczy i odpowiada:
- Każdy się boi. Strach trzyma nas przy życiu.
Wczoraj , podczas przystanku w jednej z wiosek, widziałam małą dziewczynkę bez nogi. Wlepiała we mnie wielkie, pełne ufności oczy, gdy mijaliśmy jej ’dom’ , w poszukiwaniu miejsca na postój. Kontakt bezpośredni z wojną jest nieporównywalny z moimi wyobrażeniami. Wiedziałam na co się pisze, co mogę widzieć, czego doświadczyć. Ale gdy ten stan staje się faktem…. Sama nie wiem. To tak, jakby ziścił się najgorszy sen.
Hasmik śmieje się z mojej naiwności.
- Nauczysz się – powtarza podając mi papierosa – albo wrócisz i spędzisz trochę czasu na kozetce z prozakiem w zębach.
[...] Podczas pierwszgo dnia nauczyłam się , że temu krajowi się nie ufa. Nawet natura jest zdradliwa i pełna nienawiści do ustroju. Zatruta woda, chore zwierzęta i ludzie. Zniszczone wioski, epidemie, spalone i wykarczowane lasy, ziemia zaorana minami. Nienawiśc była w powietrzu, mieszała się z rozpaczą i bezsilnością. To wszystko tu było. Tym bałam się zarazic.

No comments: